Manifest. Bez gwiazdek, bez drobnego druku.
Drabina ma sens tylko wtedy, gdy każdy rozumie wymianę: publiczny proof-of-work, jawne autorstwo, otwarta licencja i osobna granica płatnej pracy.
To nie jest giełda zleceń. To miejsce, w którym budujesz nazwisko.
Slayer jest otwartym labem AI — i otwarty znaczy: nie pytamy, skąd przychodzisz. Prawnik, programista, człowiek od marketingu, badacz, ktoś po fizyce albo po filologii. Jeśli potrafisz zostawić po sobie artefakt, który komuś innemu realnie pomaga, jesteś u siebie.
Otwarte są drzwi, nie wyniki. Wejść może każdy. Wyżej wchodzą ci, którzy dowożą.
Nie handlujemy taskami i nie sprzedajemy obecności. Community track istnieje po to, żeby budować publiczną wartość: open-source, evale, benchmarki, dataset cards, dokumentację, raporty techniczne, narzędzia i reprodukowalne eksperymenty. Rzeczy, które można otworzyć, odpalić i ocenić — i które zostają w sieci pod Twoim nazwiskiem.
To jest prestiż, którego nie da się kupić: publiczny ślad, że umiesz myśleć i dowozić w AI. Prawnik, który napisze ostrą taksonomię ryzyk modelu. Marketer, który zbuduje eval jakości języka. Backendowiec, który postawi harness do benchmarków. Każde z nich wychodzi stąd z portfolio, którego nie zastąpi żaden certyfikat.
Jasno: Slayer to komercyjny lab. I dlatego to działa.
Nie udajemy fundacji. Slayer to for-profit lab AI — budujemy modele, narzędzia i kontrakty, z których żyjemy. Skoro tak, to uczciwe pytanie brzmi: czemu mam robić open-source, skoro wy na tym zarabiacie?
Odpowiedź jest prosta i symetryczna: bo to, co tu zbudujesz, należy do obu stron — i nigdy nie przestaje należeć do Ciebie.
To nie jest "praca za darmo". To wspólna inwestycja w coś, co ma realną wartość dla Ciebie i dla nas. Ewentualna współpraca komercyjna — bounty, zlecenie albo kontrakt — jest jawnie oddzielona, płatna i wymaga osobnej umowy.
Jak to działa z licencją
Kontrybucje w community tracku do repozytorium Slayer idą na licencji MIT. Modele bazowe, datasety i inne zewnętrzne artefakty zachowują własne licencje wskazane przy każdym z nich. To znaczy konkretną rzecz, w obie strony:
Ty możesz używać swojego artefaktu gdziekolwiek — w portfolio, w innej firmie, we własnym projekcie, komercyjnie. Nikt Ci tego nie odbiera. Zostaje Twoje na zawsze.
My możemy go używać w produktach Slayera, też komercyjnych. Tak działa open-source i nie udajemy, że jest inaczej.
To uczciwa wymiana. Ty dostajesz publiczny dorobek, nazwisko, dostęp, compute i ścieżkę do płatnych ról. My dostajemy wkład, na którym budujemy lab. Obie strony korzystają, obie strony wiedzą, na czym stoją.
Co gwarantujemy zawsze: credit — autorstwo zostaje przy Tobie — i jawność — kontrybucja jest publiczna, nie znika za NDA.
Twój open-source jest Twój — i nasz. Na tym polega open-source. Płatną pracę rozliczamy osobno, osobną umową.
Gdzie przebiega granica
Community track — dobrowolny, nieodpłatny, publiczny. Budujesz open-source i własną reputację. Wchodzisz i wychodzisz, kiedy chcesz. Tu nie ma faktur, bo nie ma zleceniodawcy — jest wspólna wartość publiczna.
Praca komercyjna — bounty, zlecenia, kontrakty, role w core teamie. Zamówiona, opłacana, objęta osobną umową.
Nikt nie trafia z pierwszego do drugiego przez sam fakt dołączenia. Przechodzi się proof-of-workiem. To nie haczyk — to filtr, który chroni jakość po obu stronach.
Najpierw wartość. Potem zaufanie, dostęp i pieniądze.
Nie płacimy za potencjał, za status "jestem dostępny", ani za aktywność na czacie. Pieniądze są realne i pojawiają się tam, gdzie pojawia się odpowiedzialność i jakość: bounty, płatne zlecenia, kontrakty, a w core teamie upside zależny od struktury. Ale zawsze po proof-of-work, nigdy zamiast niego.
Nie płacimy za obecność. Płacimy za dowiezioną jakość.
Chcesz tylko płatne zlecenie, bez budowania niczego po drodze? Spoko — od tego jest Just Join IT. My gramy w inną grę.
Chcesz zbudować nazwisko w AI i wejść na drabinę? Dołącz na Discord.